Wstałam rano pod wpływem
alarmu. Cholera dopiero 9: 00, a ja już na nogach. Normalnie to by mnie nikt
nie dobudził przed 11:00. Niestety o 12: 00 musiałam być na lotnisku, więc
trzeba się było dopakować i zbierać. Postanowiłam zrobić sobie śniadanie,
niestety w lodówce prawie nic nie było, bo przecież wyjeżdżałam, więc nie
musiałam robić zakupów. Dobrze, że chociaż znalazły się płatki i trochę mleka.
Zjadłam płatki i poszłam się przebrać. Było dzisiaj wyjątkowo ciepło, więc
ubrałam się w krótkie dżinsowe szorty i bluzkę na ramiączkach. Włosy związałam
w niedbałego koka i zrobiłam lekki makijaż. Na stopy założyłam miętowe Vansy i
byłam gotowa. Teraz muszę tylko sprawdzić, czy wszystko spakowałam. Naszczęście
wszystko był na swoim miejscu. Popatrzyłam na zegarek 10:30. Z chłopakami
jestem umówiona o 10: 45 na parkingu, bo spod naszego apartament owca do
lotniska jest ok. godzina drogi. Zamknęłam drzwi i ciągnąc za sobą 2 potężne
walizki skierowałam się w stronę wyjścia.
Na dole czekali już na
mnie uśmiechnięci chłopcy. Przywitałam się z nimi i dałam każdemu po całusie w
policzek.
- Ej! Dlaczego ja też
dostałem tylko całusa w policzek? – Zapytał Zayn
- No dobra, chodź tu! –
Powiedziałam i przyciągnęłam go do siebie, dając mu namiętnego buziaka w usta.
- No, od razu lepiej –
Powiedział
- Oj głuptasie –
powiedziałam i poczochrałam jego włosy
- Ej kochanie, nie
pozwalaj sobie! Układałem je 2 godziny!
- I tak wyglądasz sexy!
- No dobra – powiedział
poprawiając włosy.
- Ekhem..Przepraszam, że
przerwę te czułości i publiczne okazywanie miłości, ale właśnie przyszłą Sam i
musimy już jechać – Powiedział Niall
Razem z Zaynem
roześmialiśmy się i wsiedliśmy do auta razem z resztą.
Po godzinie dotarliśmy
na lotnisko. Tam czekała już na nas Beth razem z małą Lily. Dziewczynka
podbiegłą do mnie i mocne przytuliła. Jednak jej uwagę przykuło całe One
Direction, którego było fanką.
- Jej Harry, Liam,
Niall, Zayn i Louis! – Piszczała i podbiegała do każdego po kolei.
Jednak najlepszy kontakt
złapała z Louisem. No tak można się był tego spodziewać. W końcu on jest w
głębi duszy w jej wieku.
Nagle usłyszeliśmy:
- PASAŻEROWIE LOTU NR 69
NA HAWAJE PROSZENI SĄ O PRZYJŚCIE DO HALI ODLOTÓW.
- To o nas chodzi –
Powiedział Liaś – Szybko, bo zaraz się spóźnimy!
Podążyliśmy, więc za Daddym
w stronę hali odlotów. Pani sprawdziła
nasze bilety i weszliśmy do samolotu.
Siedzieliśmy w samolocie
po 2 osoby. Ja z Zaynem, Harry z Sam, Niall, z Liamem, a Lou z Beth, która
trzymała na kolanach Lily. Jednak mała nie mogła wytrzymać na jednym miejscu.
Biegała po samolocie jak oszalała. Dobrze, ze siedzieliśmy w pierwszej klasie,
jako jedyni, bo pewnie pasażerowie byliby podenerwowani. Mała przybiegła teraz
do nas.
- Hej ciociu Rose, hej wujku,
Zaynie! – Powiedziała
- Cześć mała –
Powiedział Zayn
- Co tam robisz? –
Zapytała go
- Gram w taką grę, na
Iphonie – powiedział
- Ja też mogę?
- Jasne! – Powiedział i
wziął ja na kolana – Popatrz musisz naciskać paluszkiem na te kółeczka
Patrzyłam jak Zayn tłumaczy,
Lily jak grać w grę. Wyglądali razem tak słodko. Grali jakieś 20 minut, po czym
zaczęliśmy się w trójkę wygłupiać i robić sobie sesję zdjęciową. Po ok. 40
minutach spędzonych z nami małą chciała wracać do mamy jednak, gdy zobaczyłam,
że Beth śpi wtulona w Louisa, który również zasnął oparty o nią stwierdziłam,
że lepiej ich nie budzić. Lily wtuliła się we mnie i po chwili zasnęła. Okazało
się, ze właściwe wszyscy oprócz mnie zasnęli, więc ja też postanowiła się przespać.
Przykryłam siebie i Lily kocykiem i zasnęłam
- PROSZĘ ZAPIĄĆ PASY I
PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO LONDOWANIA - Usłyszałam głos stewardessy
Wszyscy wykonaliśmy jej
polecenia.
Pół godziny później
razem z walizkami wszyscy staliśmy już pod hotelem. W oczy rzucił mi się wreszcie
wielki napis:
„WITAMY NA HAWAJACH”
Cos czuję, że to będą
udane wakacje J
______________________________________
Przepraszam, że tak długo zwlekałam z tym rozdziałem,ale nie miałam czasu.
Jeśli mojego bloga nie zacznie czytać więcej osób i pod postami nie będzie więcej komentarzy będe musiałą go zawiesic :(