piątek, 28 grudnia 2012

Rozdział 10 :*


Obudziłam się o 11: 00, Zayn jeszcze spał. Nie chciałam go budzić, ale wyglądał tak słodko, że musiałam dać u całusa. Nachyliłam się nad nim i pocałowałam go. Poczułam, ze jego ręce obejmują mnie w tali, a jego usta układają się w uśmiech. Czyli jednak nie spał.
- Dzień dobry słońce. – Powiedziałam – Wyspałeś się?
- Przy tobie zawsze się wysypiam.
- Oj jak słodko. Wiesz, że spałeś u mnie pierwszy raz?
- No tak, ale na pewno zawsze będzie tak cudownie.
- Dobra, nie przymilaj się tak, bo i tak nie zrobię ci śniadania.
- Ej no weź. – Powiedział z zrobił oczy jak kot ze shreka – Swojemu wspaniałemu chłopakowi śniadanka nie zrobisz?
- No dobra. – Powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Poszłam do kuchni robić śniadanie. Stwierdziłam, że zrobię omlety. Tylko, jakie na słodko, na słono? I takie i takie. Wspominałam wam, że moja kuchnia wygląda trochę jak tak w restauracji? Jest w niej wszystko podwójnie. No w sensie 2 kuchenki, 2 piekarniki, dwudrzwiowa lodówka, wielka zamrażalka itp. To, dlatego, że jak ja cos gotuje to hurtowo. Wyjęłam wszystkie składniki i rozpoczęłam gotowanie. Zrobiłam omlety z brokułami, z bekonem, z kawałkami kurczak na ostro, ze świeżymi owocami, z kawałkami czekolady i takie zwykłe do posypania cukrem lub posmarowania nutelą.
- Zayn! Śniadanie!
Zjawił się na dole momentalnie. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść.
- Jej to jest wspaniałe. Ty powinnaś zostać kucharką. Gdyby Niall się dowiedział, że jem teraz takie pyszne omlety, podczas gdy on je ciastka to zaraz by tu przyleciał.
- To może zaproszę ich na śniadanie?
- No, ale oni nam wszystko zjedzą.
- Ej, zrobiłam ich tak dużo, że pół bloku bym wykarmiła.
- No to już po nich dzwonie.
Zayn zadzwonił do chłopaków i wrócił do stołu.
- I co?
- Zaraz tu przyjdą, ale dając życie Niall, już zdążył wybiec, więc będzie tu za 3,2,1.
W tym momencie do mieszkania wpadł Niall, a za nim powoli wchodziła cała reszta chłopców z Sam, która nocował u Harrego. Wszyscy rzucili się na stół i zjedli wszystkie omlety. Co chwila słyszałam jak ktoś mówi „jej, jakie dobre” albo „ to jest przepyszne”.
Po  śniadaniu wszyscy poszli do salonu. Chciałam iść do nich, ale uniemożliwił mi to dzwoniący telefon.
*le rozmowa*
R: Halo?
B: Hej tu Beth, mama Lily.
R: Cześć Beth! Co tam?
B: Dzwonie, bo Lily nie daje mi spokoju. Ciągle pyta, czy może się z wami spotkać. I gada w kółko o Zaynie.
R: Wiesz, my jutro wyjeżdżamy, ale może uda nam się dziś znaleźć chwilkę czasu. Poczekaj porozmawiam z Zaynem i reszta i oddzwonie do ciebie.
B: Dobra, to ja czekam. Pa
R: Pa.
*le koniec rozmowy*
Poszłam do salonu, powiedzieć chłopakom o pomyśle, na jaki wpadłam.
- Chłopcy! Mam taki pomysł.
Zaczęłam im opowiadać o moim planie. Na początku misia lam powiedzieć, kto to Lily i Beth i pokazałam im nasze zdjęcia z parku rozrywki. Gdy już im to objaśniłam, to kontynuowałam dalej moje wywody.
- No, więc dzisiaj zadzwoniła do mnie Beth i powiedział, ze Lily chce się spotkać ze mną i Zaynem, ale myślę, że byłoby jej miło gdyby poznała całe one direction. Jednak jest to nie możliwe, bo jutro wyjeżdżamy. Ale jeśli się zgodzicie to może zabierzemy je ze sobą. Wiecie, Beth jest w naszym wieku, a Lily jest uroczą dziewczynką. Jeśli oczywiście nie macie nic przeciwko, to może im to zaproponuje? Oczywiście ja zapłacę za ich biletu, nie chcę obciążać was kosztami.
- Rose! To jest świetny pomysł! – Powiedział Louis – A ile ta Beth ma lat?
- 21, a co ładna nie?
- No niezła. A wy chłopcy, co myślicie?
- Myślę, ze to dobry pomysł – Powiedział Niall.
Reszta chłopców i Sam przyznali mi racje. Oczywiście uparli się też, że oni sami zapłacą. No, więc szczęśliwa zadzwoniłam do Beth.
*le kolejna rozmowa*
R: Cześć Beth. Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość.
B: Tak? Co się stało?
R: Jedziecie z nami na Hawaje. Ty i Lily. Wszystko już załatwione! Bądźcie jutro na lotnisku o 12:00.
B: To świetnie, ale ja nie mam pieniędzy, żeby za to zapłacić.
R: Nie martw się, jest już zapłacone i nie masz nic do powiedzenie.
B: Aha, czyli zawsze zapraszacie nieznajome dziewczyny i ich córki na Hawaje?
R: No mniej więcej. Weź będzie fajnie.
B: No dobra. Teraz kończę, bo muszę nas spakować. A na ile tam jedziemy?
R: 2 tygodnie.
B: Jej to będzie dużo pakowania.
R: Oj tam. Dasz rade.
B: No mam nadzieje. Dobra pa i jeszcze raz dziękujemy.
R: Nie ma, za co. Pa i pozdrów Lily.
*Le koniec rozmowy*
- I co? – Zapytał Louis – Zgodziła się?
- Tak. – Powiedziałam
- Super! – Krzyknął – Chłopaki Beth i Lily jadą z nami na Hawaje.
Coś mi się zdaje, że Louisowi podoba się nasz nowa znajoma. No cóż, wszystko okaże się na wyjeździe.
Każdy postanowił się pakować, więc porozchodziliśmy się po swoich domach. Czeka mnie jeszcze dużo roboty.
*1, 5 godz. Później*
Jednak pakowanie nie zajęło mi zbyt dużo czasu. Ciekawe jak poszło innym. Postanowiła iść do chłopaków i sprawdzić jak im idzie.
Stanęłam pod ich drzwiami i zaczęłam pukać, jednak tak jak się spodziewałam nikt mi nie otworzył. Sama weszłam do środka i zastałam tam „wspaniały” widok. Harry, który był w samych bokserkach „ujeżdżał” swoja walizkę, która nie mogła się zamknąć, Niall wpychał paczki chipsów do swojej walizki, jednak nie było już w niej miejsca, Zayn biegał po całym mieszkaniu krzycząc „ Gdzie są moje lusterka, a gdzie Zayn do włosów?”, Louis obklejał się ciuchami, bo jak sam mówił zawiezie wszystko na sobie, bo całą walizkę napakował marchewkami Liam siedział spakowany przed telewizorem i obserwował zmagania chłopców.
- EJ CHŁOPAKI! – Krzyknęłam – OGARNIJCIE ISĘ NA CHWILE I ZACZNIEJCIE NORMALNIE FUNKCJONOWAĆ! KAŻDY Z WAS IDZE DO SIEBIE DO POKOJU I SIĘ PAKUJE, A JA ZARAZ PRZYJDE WAM POMÓC.        
Wszyscy rozbiegli się po pokojach. No nie ma, co obiecałam, że im pomogę to idę. Poszłam do ich pokoi i zaczęłam im pomagać. Po 4 godzinach wszyscy byli spakowani i gotowi. Popatrzyłam na zegarek – północ! Jak ten czas szybko leci. No nic, pożegnałam się z chłopakami i poszłam spać. W końcu jutro wielki dzień.

____________________________________________________________
I jak wam sie podoba? Jest trochę dłuższy niż zwykle, ale co tam :) 

czwartek, 27 grudnia 2012

Rozdział 9 :)


- No, więc… wyjeżdżamy na wakacje na Hawaje i zabieramy was ze sobą – powiedział Louis
- Jej zawsze chciałam tam polecieć! Dziękuje, jesteście wspaniali! – Zaczęłam krzyczeć i rzucać się na nich w podziękowaniu
- Ej, no ale nie zapominajmy czyj to był pomysł – powiedział Zayn
- No tak to był pomysł Zayna i Harrego – powiedział Liam – Zadowolony?
- Tak, teraz tak. No Rose chyba musisz mi podziękować – powiedział Zayn
- Oj dobrze – powiedziałam
Podeszłam do niego i załam mu całusa w policzek
- Ej tylko tyle?
- Na razie tyle, przecież nie będziemy się obśliniać publicznie. Potem ci to wynagrodzę.
- No dobra – powiedział z miną smutnego psiaczka
- A tak w ogóle to, kiedy wylatujemy? – Zapytała Sam
- Pojutrze, w Sobotę. Mamy być na lotnisku o 12:00. – Powiedział Nialler
- O w dupe. Mam tylko 2 dni na pakowanie się. Musze jechać na zakupy, kupić strój kąpielowy, i jakieś inne ciuchy. – Zaczęłam lamentować
- Racje ja też nic nie mam – powiedziała Sam – Wstawaj, jedziemy na zakupy.
- Ej my też chcemy! – Krzyknęli Zayn i Harry
- No dobra, czyli z babskich zakupów nici. No trudno. Zbierać dupencje kochasie i wychodzimy.
Była już 18: 30, więc musieliśmy się pośpieszyć. Wpadłam tylko do mieszkania po portfel i wyszliśmy z budynku. Pojechaliśmy autem Zayna. Siedziałam koło niego, na miejscu pasażera, a Sam z Harrym siedzieli z tyłu. Po około 15 minutach dojechaliśmy na miejsce. Zaparkowaliśmy i weszliśmy do galerii. Postanowiliśmy się rozdzielić. Oczywiście ja z Zaynem, a Sam z Harrym.  Najpierw poszliśmy do sklepu ze strojami kąpielowymi. Wybraliśmy kilka zestawów. Poszłam do przymierzalni i wybrałam na siebie pierwszy strój. Klasyczne bikini w kolorową panterkę. Zayn zaglądnął do przymierzalni i zagwizdał na mój widok.
- Uuu so sexy! – Powiedział i obją mnie w tali.
- Nie przesadzaj, mi się nie podoba. Widzisz ja mi brzuch wystaje!
- Kotku twojej figury pozazdrościłyby ci nawet modelki. – Powiedział, gapiąc się na mnie jak na ósmy cud świata.
- Dobra bez przesady teraz wynocha, musze przymierzyć jeszcze inne kostiumy.
- No dobra – Powiedział i wyszedł
Teraz czas na kolejny kostium. Czerwone bikini w falbanki uwydatniające biust. No nie powiem, wyglądałam całkiem nieźle.
Moje przyglądanie się dobie przerwał mój cudowny chłopaka, który znowu władował mi się do przymierzalni.
- Wiesz co mogłabyś się tak ubierać codziennie. Jejku słońce jak ty na mnie działasz – powiedział i przygryzł dolną wargę.
- Czyli sugerujesz, ze na co dzień wyglądam beznadziejnie, a tylko teraz wyglądam nieźle?
- Nie no co ty,  przecież zawsze wyglądasz pięknie – Próbował jakoś wybrnąć z sytuacji – Ale teraz w tym stroju wyglądasz niesamowicie. Twoje ciało tak pociąga.
- Jejku, jak ty nie możesz się wysłowić ja stoje tu tylko w stroju, to ciekawe co by było gdybym nie miała na sobei nic.
- Wiesz, zawsze możemy to sprawdzić – powiedział z cwaniackim uśmieszkiem
- No, ale chyba jednak nie będziemy teraz tego sprawdzać.
- Dobra, a zdecydowałaś, który bierzesz.
- Nie wiem jeszcze. A na ile tam jedziemy?
- 2 tygodnie.
- To biorę obydwa.
- Tak, dobry wybór.
Ubrałam się z powrotem i wyszliśmy zapłacić.
Pani ekspedientka gapiła się na Zayn z takim pożądaniem. Musiałam jej pokazać, że jest mój. Pociągnęłam go do siebie i pocałowałam namiętnie. Ona popatrzyła na mnie z zazdrością i zaczęła kasować moje rzeczy.
- Razem 250 funtów – powiedziała
- Już płace – powiedziałam i zaczęłam wyciągać kartę
- Ja płace – powiedział Zayn i wręczył jej 300 funtów. – Reszta dla pani, proszę zainwestować w jakiś lepszy ciuch, albo w wizytę u fryzjera.
Wyszliśmy ze sklepu i ruszyliśmy na dalsze zakupy.
- Zayn, czego jej tak powiedziałeś, no wiesz, że ma iść do fryzjera.
- Bo widziałem, że byłaś na nią zła, a poza ty naprawdę źle wyglądała.
-  hahaha jesteś kochany. – Powiedziałam i dałam mu całusa.
- No wiem.
Poszliśmy jeszcze do kilku sklepów. Kupiłam sobie 6 bluzek na ramiączkach, 3 pary spodenek, 2 pary klapek, okulary przeciw słoneczne i 4 bluzki z krótkim rękawem. Zayn też sobie coś kupił. On wybrał 2 pary spodenek, 3 bejsbolówki, klapki i okulary.
Zadowoleni z zakupów zadzwoniliśmy do naszej parki zakochańców i razem wróciliśmy do domu. Sam poszła do siebie, Harry do chłopaków, a Zayn postanowił zostać u mnie na noc. Wykończeni zakupami padliśmy na łóżko i momentalnie zasneliśmy.

_________________________________________________________________
Jest trochę beznadziejny, ale postaram się, ze by następne były lepsze :)

sobota, 22 grudnia 2012

Rozdział 8


Obudziłam się ok. godz. 12: 00. Ubrałam się i poszłam zjeść jakieś śniadanie. Nie miałam żadnych planów więc postanowiłam polenić się przed telewizorem. Oglądałam programy kulinarne, bo gotowanie to jedna z moich największych pasji. Podczas mojej długiej sjesty zadzwonił telefon.
*le rozmowa*
Z: Hej misiaczku, to ja Zayn.
R: No hej, co tam?
Z: A dzwonie, bo chciałem zapytać czy nie wpadłybyście do nas dzisiaj z Sam. Mamy dla was niespodziankę.
R: Spoko i tak nie mam co robić.
Z: Dobra, to przyjdźcie do nas o 17:00. Zadzwonisz do Sam?
R: Jasne. Buziaki papa
Z: no papa
*le koniec rozmowy*
No to zadzwoniłam do Sam. Umówiłam się z nią, na 15: 00, bo uparła się, ze musi mi coś powiedzieć. Przynajmniej pomoże mi wybrać ciuchy.
Właśnie zorientowałam się, ze jest już 14:00. Mam jeszcze godzinę, więc postanowiłam przyrządzić jakieś smakołyki dla mnie i dla Sam. Zdecydował się, że upiekę dużo rodzajów babeczek i zaniosę też trochę chłopakom.
No i zaczęłam pichcić. Jak ja to kocham. Moim marzeniem jest otworzenie własnej restauracji, ale na razie nie mam na to kasy. No nic trudno. Może kiedyś mi się uda.
W ciągu godziny przygotowałam 15 rodzajów babeczek: kokosowe, czekoladowe, z kawałkami czekolady, bananowe, budyniowe, z orzechami, marchewkowe ( te z myślą o Louisie), waniliowe, z owocami, truskawkowe, karmelowe, cynamonowe, z nutella, z marmoladą, z masłem orzechowym ( Mmm te to moje ulubione). Wow! Sama siebie zaskoczyłam! Cała kuchnia była wypełniona po brzegi babeczkami. Położyłam kilka na talerzy, a resztę ( czyli około 150 sztuk ) zapakowałam dla chłopaków. Mam nadzieję, ze im posmakują.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Przyszła Sam. Usiadłysmy na kanapie i zaczęłam mówić.
- Nie uwierzysz!
- Co się stało?
- Chodzę z Harrym!
- Gdzie, po bułki?
- Nie głuptasie! Jesteśmy para!
- No to gratuluje! -  Powiedziałam i przytuliłam ją – Teraz będziemy chodzić na podwójne randki!
Posiedziałyśmy tak jeszcze chwilę i postanowiłyśmy ubrać, bo do wyjścia miałyśmy tylko 40 minut. Ja ubrałam granatowe rurki, białą koszulkę z nadrukiem i na stopy założyłam czerwone Vansy. Sam wybrała Czerwone rurki, czarną koszulkę i szare Vansy. Wyglądałyśmy podobnie, w zasadzie różniłyśmy się tylko kolorami. Postanowiłam wyprostować sobie włosy i zrobiłam lekki makijaż, a Sam zrobiła sobie kłosa i lekko zaróżowiła policzki. Ogólnie wyglądałyśmy spoko.
Zabrałyśmy pudełka z babeczkami wyszłyśmy z mieszkania i pobiegłyśmy do mieszkania chłopaków. Drzwi otworzył nam Niall, który dał nam całusa w policzki, po czym wyrwał muffiny i pobiegł do kuchni. Weszłyśmy do salonu. Od razu podbiegł do mnie Zayn.
- Cześć kochanie – powiedział i dał mi całusa
- Hej, upiekłam dla was dużo babeczek, ale Niall się już chyba nimi zaopiekował.
- Spoko, jeszcze nie zdążył wszystkich zjeść…. Chyba. Chodź zabierzemy mu.
Poszliśmy do kuchni i zobaczyliśmy Nialla wpieprzajacego muffiny.
- Niall, one nie są tylko dla ciebie.
- No wiem, ale one są takie pyszne. Z jakiej to cukierni?
- Oj ciołku sama je upiekłam.
- O mój boże, jeśli będziesz piekła takie codziennie to wyjdź za mnie.
- Ej ona jest moja, nie rozpędzaj się – Powiedział Zayn.
Zabrałam mu muffiny i poszłam zanieść je do salonu. Siedzieli tam Sam i Harry, Lou i Liam.
- Proszę, upiekłam coś dla was.
- Jej! – krzyknęli wszyscy i rzucili się na talerz z babeczkami.
Zjedli wszystko! Jak to możliwe to było 150 babeczek! Boże, co za ludzie!
- Nie zastanawiałaś się nad złożeniem cukierni, albo restauracji? – Zapytał mnie Liam.
- Tak od zawsze o tym marze, ale wiesz nie mam jak.
- My ci pomożemy!
- Nie dzięki, sama zdobędę kasę i sobie założę restauracje.
- Dobra!
- A tak w ogóle to, jaką niespodziankę dla nas macie? – Zapytałam z niecierpliwością
- No, więc, mamy dla was pewną propozycje…..
- Jaką? – Krzyknęłyśmy z Sam niemal równocześnie
- No więc ……
__________________________________________________________
Jak myślicie, jaką chłopcy mają propozycje? 

piątek, 21 grudnia 2012

Rozdział 7 :)




Stanęliśmy pod wielkim rollercosterem. Maskara! Mam nadziej, ze on nie chce tym jechać.
- Zayn, kochanie ja nie wsiadam przykro mi
- Oj Rose, będzie fajnie zobaczysz.
- Ale ja się boję.
- No weź kotku, przecież będę cię trzymał.
- No dobra, kiedyś musi być ten pierwszy raz. – Powiedziałam i wsiedliśmy do wagoniku.
*Oczami Sam*
Wszyscy pobiegli w swoja stronę i zostałam na środku placu sama. Nie znałam tego miejsca i w zasadzie nie wiedziałam gdzie iść. No to stanęłam w miejscu i zaczęłam myśleć. Głównie o tym, jakie Rose ma szczęście. No, bo ma Zayna i on ją kocha. Ja też bym tak chciał. Mieć kogoś bliskiego, kto cię wesprze, pomoże i zawsze będzie przy tobie. Z moich rozmyślań wyrwał mnie czyjś głos.
- Panienko, czy nie skusiłaby się pani na kłębek waty cukrowej?
- Nie proszę pana dzięku.. – Przerwałam – Harry głupku, co robisz?
- Nie wiem, czy wiesz, ale proponuje ci watę cukrową i gratis moje towarzystwo – Powiedział i wyszczerzyła szereg swoich białych ząbków.
- No w sumie, czemu nie? To gdzie idziemy?
- Wiesz Sam, myślałem o tunelu miłosnym, ale jeśli ci to nie odpowiada to możemy iść na diabelski młyn.
- Hmm trudny wybór. Wybieram ….. Diabelski młyn.
- Tak myślałem.
Harry chwycił mnie za rękę i pociągną w stronę karuzeli. Wsiedliśmy we dwójkę do jednej „kapsuły” i zaczęliśmy się kręcić. Gdy dojechaliśmy na górę karuzela stanęła.
- Boże Harry zginiemy!
- Nie bój się! To tylko na chwile. Możemy sobie pogadać.
- No to mów.
- No, więc zacznę od początku. Może to głupie, ale mi się podobasz. Zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia, gdy ujrzałem się w drzwiach naszego mieszkania. Ciągle o tobie myślę i nie mogę przestać. To może dziwne, bo znamy się krótko, ale po prostu się w tobie zakochałem. A tak w ogóle to strasznie boję się twojej reakcji, więc jeśli masz mnie w dupie to nie mów mi tego, bo będę płakał. To powiedz, czy chcesz zostać moja dziewczyną?
Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc pod wpływem impulsu rzuciłam się, na Stylesa i zaczęłam go całować.
- Czy to znaczy tak? – Zapytał Harry podczas łapania oddechy między pocałunkami
- Tak, to oznacza tak głuptasku. - Powiedziałam
Włożyłam mu ręce we włosy, a on obją mnie w talii. Moglibyśmy całować się tak bez końca. Czyli jednak nie tylko Rose ma farta. Teraz mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa.
*Oczami Rose*
Wreszcie zjechaliśmy na dół. Było zawaliście! Tak się bałam, a nie było, czego! Odwrotni było z Zaynem, który miał zzieleniałą twarz i trząsł się ze strachu.
- Zayn, kotku, co jest? Nie podobało się?
- Nie, wszystko ok.
- Może pójdziemy coś zjeść, usiądziemy?
- Dobra, chodź!
Poszliśmy w stronę jakiejś knajpki. Zamówiliśmy sobie po porcji frytek i nuggetsów. Siedzieliśmy sobie i rozmawialiśmy o głupotach, karmiliśmy się frytkami i robiliśmy różne dziwne rzeczy, które robią zakochani.
- Zayn, widzisz to?
- Co? – Zapytał
- Popatrz tam!
Spojrzeliśmy w stronę karuzeli i zobaczyliśmy Harrego i Sam, trzymających się za ręce i wymieniających się pocałunkami. To było takie słodkie. Miałam cichą nadziej, ze im się razem uda, bo chciałam chodzić z nimi na podwójne randki.
- No widzę, ze nie tylko nam się udało – Powiedział Zayn, uśmiechając się pod nosem.
- No! Ale fajnie!
- To gdzie teraz idziemy?
- Nie wiem, może cos spokojnego?
- Może pójdziemy do strzelnicy? Wygram coś dla ciebie.
- Dobra, chodźmy.
Doszliśmy do budki z nagrodami.
- Którego ci wygrać? – Zapytał Zayn
- Ja chce tego 2 metrowego misia.
- Nie ma sprawy, twój ukochany chłopak zaraz ci go wywalczy. Ale chyba będę potrzebował całusa dla otuchy.
Cmoknęłam go w policzek.
- Ej tylko w policzek?
- Jak wygrasz tego pluszaka to będzie więcej.
Widocznie bardzo go zmotywowałam ilością całusów, bo za pierwszym strzałem trawił w sam środek tarczy i wygrał dla mnie wymarzonego misia.
- No to chyba teraz coś mi się należy, nie?
- No dobra
Rzuciłam się na niego i zaczęłam obcałowywać. To było takie magiczne. Tak naprawdę z każdym pocałunkiem czuje się jakbym zakochiwała się w nim jeszcze bardziej.
- No dobra, bo zaraz nas aresztują za wymianę śliny się w miejscu publicznym
- No weź Rose, mi się podoba
- Dobra, dobra nie marudź tylko chodź. – Powiedziałam i pociągnęłam go za rękę.
Poszliśmy usiąść sobie na ławce. Zauważyłam, ze przygląda nam się jakaś małą czteroletnia dziewczyna. Miała na sobie koszulkę z napisem „I love One Direction”. Był taka śliczna.
- Zayn, chyba twoja fanka.
- O faktycznie. Jedna z młodszych, jakie widziałem.
- Może zagadamy do niej?
- Jasne, czemu nie.
Podeszliśmy w stronę dziewczynki.
- Czesc mała. Jesteś fanka One Direction?- Zapytał się Zayn
- Tak, a ty jesteś Zayn Malik ten z 1D?
- Tak.
- Wow. Dasz mi autograf. Plose….
- Jasne. A co powiesz na lody?
- Super!
- Tylko musimy zapytać się twojej mamy czy możemy cię na chwilkę zabrać.
- Dobra, tam stoi.
Zayn poszedł załatwić sprawy z jej mamą, a ja zostałąm z dziewczynka na placu.
- A jak ty masz właściwie na imię aniołku?
- Lily. A pani?
- Rose, Ni musisz mówić do mnie przez „pani”.
- A czy ty jesteś żoną Zayna?
- Nie- zaśmiałam się – Jestem jego dziewczyna
- A będzie kiedyś jego żoną?
- No nie wiem. Może
- Ładna jesteś. Fajnie by było gdybyś była jego żoną.
Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę, a potem podszedł Zayn i zabrał nas na lody. Umówiliśmy się z Beth ( mamą Lily), że spędzimy z nią resztę dnia i potem zawieziemy ją do domu.
Resztę dnia spędziliśmy w trójkę, co chwila śmiejąc się i żartując z małą Lily. Wieczorem odwieźliśmy ja do domu. Wymieniliśmy się z jej mamą telefonami, żeby móc się jeszcze kiedyś spotkać. Postanowiliśmy już wracał do domu.
- Wiesz, co mi powiedziała Lily? – Zapytał Zayn
- Co?
-, Że jesteś ładna i miła i powinnaś być moja żoną. I że ona chce być na naszym ślubie.
- Ona jest taka słodka.
- No
Odprowadził mnie pod drzwi mojego mieszkania dał całusa i poszedł do siebie. To był wspaniały dzień.
_____________________________________________________________

Przepraszam, ze tak długo z nim zwlekałam, ale nie miałam czasu :( Podoba wam sie?

środa, 5 grudnia 2012

Rozdział 6


Rano z łóżka wyciągnął mnie jakiś smakowity zapach dochodzący z kuchni. To dziwne, bo przecież nic nie gotowałam. Postanowiłam iść to sprawdzić. Założyłam na siebie tylko szare dresy i ruszyłam w stronę kuchni. Ku mojemu zdziwieniu w kuchni stał Zayn i robił śniadanie.
- Zayn? Co ty tu robisz?
- No wiesz kochanie, wczoraj zostawiłaś u mnie w aucie klucze. No i tak sobie pomyślałem, ze jak już je mam to mogę to jakoś wykorzystać i zrobić ci śniadanie.
- Oh jak miło – powiedziałam i podeszłam do niego, aby dać mu buziaka.
- No wiem. Będziesz mi to musiała później wynagrodzić- powiedział znacząco poruszając brwiami.
- To, co jemy?
- Robie naleśniki. Pasuje ci księżniczko?
- Ależ naturalnie.
Zayn został kuchni smażąc naleśniki, a ja w tym czasie poszłam się ogarnąć. Z szafy wyciągnęłam krótkie dżinsowe szorty, bluzkę z flagą Anglii. Na nagi nałożyłam czerwone sandałki. Zrobiłam „coś” z moimi włosami i poszłam do Zayna. W kuchni już wszystko było gotowe. Na sole stał stos naleśników, nutella, bita śmietana w spreju, owocki, dżemiki i inne takie smakołyki. Usiadłam przy stole, a Zayn na przeciwko mnie.
- Pięknie wyglądasz. – Powiedział
- Kochanie, przecież wyglądam zwyczajnie.
- Ty zawsze wyglądasz pięknie.
- Dziękuje, ty też niczego sobie przystojniaczku.
No i tak słodząc sobie wzajemnie, jedliśmy śniadanie. Musze przyznać, że było pyszne. No może nie tak dobre jak moje, ale naprawdę wspaniałe.
- Zayn słońce, to jest pyszne.
- Heh no wiem. Ma się ten talent.
- Ah, jakiego ja mam wspaniałego chłopaka. Przystojny, zabawny, dobrze gotuje, czuły, opiekuńczy, z zawalistym głosem, a o jego skromności to już nie wspomnę.
- No wiem jestem wspaniały – powiedział i zaśmiał się
- To, jakie plany na dzisiaj?
- A co byś chciała robić?
- Może zadzwonimy po chłopaków i Sam i pojedziemy do parku rozrywki?
- Świetny pomysł! To ja dzwonie do chłopców ty do Sam.
- OK.
* rozmowa telefoniczna*
R: Hej sami!
S: Hej Rose, co tam?
R: A dobrze. Słuchaj mam dla ciebie propozycje.
S; jaką?
R: Razem z chłopakami jedziemy do parku rozrywki, jedziesz z nami?
S: Z chłopakami? Czyli Harry będzie?
R: No tak. A czy ja o czymś nie wiem?
S: No nie ważne, pogadamy później. A o której się spotykamy?
R: Za 30 min u mnie.
S: Dobra, to już się zbieram. Całuski papa J
R: pa
*koniec*
Coś jest tu podejrzane. Dlaczego zapytał o Harrego? Uuuu wyczuwam podryw J Dobra nieważne.
Zayn właśnie skończył rozmawiać z chłopakiami.
- I co? – Zapytałam – Jadą z nami?
- No to oczywiście, a Sam?
- Też. Wiesz, co? Sam od razu zapytała o Harrego.
- Dziwne, Harry o nią też.
- Ja tam wole być z tobą sam na sam. – Powiedział.
Podszedł do mnie, Obią mnie w pasie i zaczął obdarowywać mnie pocałunkami. Najpierw całował mnie po szyi, za uchem, a potem przeszedł do ust. Włożyłam ręce w jego włosy i jeszcze bardziej przyciągnęłam go do siebie. Całowaliśmy się coraz namiętnie. Potem położył się na kanapie. Ja położyłam się koło niego i patrzyłam mu głęboko w oczy. Zaczęłam się zastanawiać, jakie mam wielkie szczęście. Mam wspaniałą przyjaciółkę, Niesamowitych kumpli i kochającego chłopaka. Tylko, dlaczego ja? Przecież tak wiele dziewczyn marzy, ze by zostać dziewczyna Zayna Malika, a ja? A ja tak naprawdę od niedawna wiem, kto to jest.
- Kochanie, dlaczego akurat ja? Mogłeś wybrać, każdą, a wybrałeś mnie. Dlaczego?
- Wiesz, ty jesteś taka inna. Piękna, miła, zabawna, czarująca, opiekuńcza, szalona, pewna siebie. No i nie piszczysz na mój widok.
- O Zayn. To takie słodkie, ze zachciało mi się rzygać.
- Oj no weź, ja tu chciałem wygłosić taką piękna mowę, a ty mnie zgasiłaś.
- Oj dobra nie marudź. – Powiedziałam i zamknęłam mu usta pocałunkiem.
I znów się zaczęło. Obściskiwaliśmy się jak szaleni. Całowaliśmy się w najlepsze, gdy usłyszeliśmy jakieś rozmowy. Do mieszkania weszli chłopcy i Sam.
- No proszę. – Powiedział Harry. – Co się tutaj odbywa?
- No, więc jak widzicie ja i Rose jesteśmy razem.
- No to gratulacje. – Krzyknął Niall i rzucił się na nas ze swoim Horan Hug.
Za Niallerem w ślad poszli wszyscy. No i gratulowali nam tak z 20 minut.
- DOBRA CHŁOPAKI STOP!  Jak tak dalej pójdzie to nigdy nie wyjedziemy.
- Racja Rose,
Ni i wreszcie wyszliśmy z domu. Na parkingu czekały na nas 2 taksówki. Ja, Zayn, Sam i Harry weszliśmy do jednej, a Liam, Lou i Niall, do drugiej.
Cały czas gadałam z Zaynem i co chwile posyłaliśmy znaczące spojrzenia do Harrego i Sam. Oni jednak nie reagowali.
Dotarliśmy n miejsce ok. 15: 00. Przed nami długie godziny zabawy. Zayn chwycił mnie za rękę i pobiegliśmy w stronę rollercostera.

_________________________________________________________

Przepraszam że tak długo, ale nie miałam czasu :) Jest troche krótki lale następny bd dłuższy :) / malikowa

sobota, 24 listopada 2012

Rozdział 5


Samochód zatrzymał się przed jakimś wielkim budynkiem. Zayn związał mi oczy jakąś chustą i prowadził w nieznane mi miejsce. Podejrzewam, że weszliśmy do owego budynku, bo słyszałam dźwięk otwierania i zamykania drzwi.
- Poczekaj tu na mnie, a ja zaraz przyniosę potrzebne rzeczy. Nie odkrywaj oczu!
- Dobra, dobra.
Zayn przyszedł po ok. 2 minutach. Odwiązał mi oczy. Byliśmy n lodowisku, ale nie było to jakieś tam zwykłe lodowisko. Po pierwsze było wynajęte specjalnie dla nas, po drugie było to ogrzewane lodowisko, po trzecie miało ono specjalne czujniki ruchu, które wyczuwały kiedy przewracamy się, liczyły prędkość jazdy.
Zayn dał mi łyżwy i kazał ubrać.
- Ale ja nie umiem jeździć na łyżwach!
- No to dobór się składa. Będę miał szanse Cię nauczyć.
Zaczęliśmy wchodzić na warstwę lodu. Byłam przerażona. Kurczowa trzymałam Zayna za rękę. Ten widząc, co robie wyraźnie się uśmiechną. Widocznie taki był jego plan.
- Zayn, ja się boje.’
- Ej ja cię trzymam, przy mnie jesteś bezpieczna! A pozatym lodowisko wyczuje jak będziesz się przewracać i specjalnie podłoży w miejsce upadku miękkie materace itp.
- No ok. spróbuje.
Zayn zaczął mi pokazywać jak jeździ. No nie powiem dobrze mu szło, nawet bardzo dobrze. Wywijał jakieś piruety.
- No Rose, teraz ty.
- hahahahhaha dobre.
- No weź pomogę Ci. Przysięgam, ze po dzisiejszym dni będziesz jeździć lepiej ode mnie.
Przysunął się do mnie od tyłu i chwycił mnie w pasie. Poczułam przyjemny dreszcz. Cały czas trzymał mnie i powoli popychał mni Edo przodu, jadąc za mną.
- Widzisz i już umiesz!
- No nie wiem. Lepiej by było jakbyś mnie jeszcze pouczył.
- Skoro nalegasz.
I znów przybliżył się do mnie, tylko, ze tym razem jeszcze bardziej zmniejszył odległość między nami. Czułam jego oddech na szyi. Szeptał mi do ucha jak mam jechać, jednak niebardzo go słuchałam tylko rozkoszowałam się sie jego dotykiem.
STOP! Co ja gadam? O nie nie nie! Chyba się nie zakochałam. Tsa.. no to wpadłam.  Z moich rozmyśleń wyrwał mnie jego głos.
- Rose, Rose! Halo jesteś tu?
- Em tak jestem, sorka zamyśliłam się.
- O tak? A o kim lub o czym?
- O tobie. –Palnęłam bezmyślnie.- To znaczy o tym, że….. Tak świetnie jeździsz na łyżwach.
Chłopak zaśmiał się pod nosem, a ja spaliłam buraka.
- Dobra to skoro już umiesz jeździć to może małe wyścigi?
- ej, ale to nie fair! Ty jeździsz jak zawodowiec, a ja jak jakiś farfocel.
- Ni przesadzaj. W końcu uczyłaś się od mistrza!
- No tak. Wspominałam już, ze jesteś niezwykle skromny?
- Nie.
Zaczęliśmy się wyscigować, powiem szczerze, że na 10 razy wygrałam 2. Jak na pierwszy raz to dobrze? Nasz ostatni wyścig skończył się wywrotką, ale dzięki wspaniałym właściwościom lodowiska wylądował na Zaynie, a On na materacu. I w tej chwili stało się coś, czego się nie spodziewałam. On przyciągnął mnie do siebie i powołowa. Ja nie sprzeciwiałam się, wręcz przeciwnie oddałam pocałunek. I gdyby nie jego komórka to mizialibyśby się tam jeszcze z godzinę. Niestety jego Iphone zawył, co był znakiem, ze niestety nasz czas na lodowisku dobiegł końca. I tak byliśmy tam długo, a przecież było lato, więc taka atrakcja była pewnie przez wszystkich rozchwytywana.
No, więc po zadzwonieniu telefonu, Zayn pocałował mnie ostatni raz, po czym wziął mnie na ręce. Zaniósł mnie do szatni, gdzie mieliśmy się przebrać, ale znów zaczęliśmy się całować. Po tej jakże długiej wymianie śliny poszliśmy odnieść łyżwy.
- To jak księżniczko? Masz ochotę cos zjeść?
- Z wielką chęcią. To idziemy gdzieś?
- Tak, a na co masz ochotę?
- Hmm nie wiem sam cos wybierz.
-Liczyłem, że to powiesz.
Potem chwycił mnie za rękę i zaczęliśmy iść w stronę restauracji. Ten spacer zajął nam jakieś 20 minut.
Stanęliśmy przed taką mega wypasioną restauracją. Boże jak ja mam tam wejść jak wyglądam jak wieśniak.
- Zayn, ja tam nie chodzę.
- Dlaczego, cos Ci się ni podoba?
- Nie, wszystko jest wspaniałe, ale nie ja wyglądam dobrze. Kazałeś mi się ubrać wygodnie.
- Nie przesadzaj, wyglądasz pięknie.
No i On i te jego piękne oczy przekonały mnie. Weszliśmy do środka, było pięknie. Byliśmy jedynymi ludźmi w restauracji. Zajęliśmy miejsce i podeszłą do nas kelnerka i zapytał o zamówienie. Ja zamówiłam polędwiczki wieprzowe w sosie borowikowym i lampkę czerwonego wina, a Zayn pierś kaczki w zalewie miodowej i lampkę wina.
- Zayn, przecież przyjechaliśmy autem, nie możesz pić.
- Nie martw się, zadzwonię po szofera.
- Ok.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy ciągle się śmiejąc. Następnie przyszła kelnerka z naszym zamówieniem. Jedzenie było pyszne. Nigdy nie jadłam tak dobrych polędwiczek.
- I jak smakuje?
- Jest pyszne! Muszę tu częściej przychodzić.
- Ok. Będę Cię tu zabierał.
I znów zaczęliśmy jeść. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. nagle Zayn zaczął mówić:
- Rose, ja ten dzień zaplanowałem specjalnie, wszystko, co do minuty. Wiedziałem, ze nie będziesz chciała tu wejść, więc zarezerwowałem tą restauracje tylko dla nas, żebyś się nie krepowała. Bo ja chciałem, żeby wszystko było idealne. No, bo ja to zrobiłem wszystko dla ciebie. Bo może to dziwne i znamy się 2 dni, ale ja się w tobie zakochałem od pierwszego wejrzenia, I tak sobie myślę, może dasz mi szansę? Jeśli nie jesteś gotowa to ja poczekam, ile tylko będziesz chciała, bo ja cię kocham. Czy zechcesz dać mi szanse i zostaniesz moja dziewczyną?
- Zayn, ja nie wiem, co powiedzieć. Naprawdę wszystko jest idealnie. Wisz, chyba ja też jestem dziwna, bo ja się w tobie zakochałam. Jeszcze nie wiem czy cię kocham, ale dam ci szanse. Tak chcę być twoja dziewczyną.
Wtedy wziął mnie na ręce i zaczął z całej siły krzyczeć, ze jestem jego dziewczyną i jak to bardzo się z tego powodu cieszy. I znów się całowaliśmy.
Potem wyszliśmy z restauracji i wsiedliśmy do limuzyny. Wróciliśmy pod nasz budynek i weszliśmy do środka. Mój chłopak (jej jak to fajnie brzmi) odprowadził mnie pod same drzwi i pocałował na pożegnanie. Weszłam do swojego mieszkania i usiadłam na kanapie. To był najlepszy dzień ever.
_________________________________________________________________

I jak wam się podoba? / malikwoa

czwartek, 22 listopada 2012

Rozdział 4



Obudziłam się o 13:00. Zawsze byłam śpiochem, więc ta pora nie była dla mnie dziwna. Sam jeszcze spała w drugim pokoje, więc nie chciałam jej budzić. Spojrzałam na ekran telefonu i zobaczyłam wiadomość
„Hej Rose J Dziękuje za cudowny wieczór. To, co może dzisiaj to powtórzymy? Zabiorę Cię w jakieś fajne miejsce J A tak wgl. To chłopcy Cię polubili. Pozdrawiam: * Twój Zayn”
Twój Zayn? Dlaczego On napisał Twój Zayn? To dziwne, a może on coś faktycznie do mnie czuje… nie….to SA tylko jakieś brednie. No nieważne. Postanowiłam mu odpisać.
„ Hej: * Ja też się dobrze bawiłam. Nie ma planów na dziś, więc możemy się zabawić. Już nie mogę się doczekać J Pozdrów chłopaków:* Rose”
Nie zdążyłam odłożyć telefonu, a już usłyszałam dźwięk smsa.
„Super! Wpadnę po ciebie o 7 : D + Nie musisz się stroić ; p lepiej ubierz się wygodnie. Twój Zayn”
No i znów to napisał! No, ale never mind: 3 Bosz.. już się boje gdzie idziemy. Wygodny strój… Hmm….. mam nadzieje, ze nie na siłownie, bo co jak co ale wysportowana to ja nie jestem. No cóż.
Jest już 14:00. Postanowiłam zjeść obiadowe śniadanie. Nie wiedziałam, co zrobić, więc stwierdzałam, że zamówię pizze. Zadzwoniłam do pizzerii i zamówiłam 2 duże pizze z salami i podwójnym serem. Właściwie to i tak tego nie zjemy. No, chociaż może dam rade, w końcu od wczoraj jestem oficjalną królową żarcia. Poszłam się przebrać. Ubrałam krótkie jeansowe spodenki i krótką bluzkę na szelkach ze spongebobem. Na stopy założyłam czarne sandałki. Włosy spięłam w niesforny kok i zrobiłam lekki makijaż. Gdy byłam już gotowa postanowiłam obudzić Sam, jednak, gdy weszłam do kuchnie zobaczyłam ją robiącą tosty.
-Nieeeee! – Zaczęłam krzyczeć, biegnąc w jej kierunku w zwolnionym tempie- Zoostaw te tosty.
- Rose, możesz mi wytłumaczyć, dlaczego biegniesz w zwolnionym tempie i zabraniasz mi robić tosty?
- No wiesz to takie efekty specjalne. A nie pozwalam ci jeść tostów, bo zaraz dostarczą nam 2 maxi pizze z salami i podwójnym serem
- A ok. spoko, to wszystko wyjaśnia.
- Dobra, ja poczekam na pizzowego kolesia, a ty idź się przebrać. Weź cos z mojej szafy.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć drzwi pizzowemu gościowi, zapłaciłam mu i zamknęłam mu drzwi przed nosem.
- Sam!!! Pizza przyszła! Chodź tu.
Moja przyjaciółka zeszłą na dół ubrana w niebieskie szorty i czarną bluzkę na szelkach z jakimiś napisami. Na nogach miała czarne sandałki. Włosy miała związane tak samo jak ja.
- Rose, dziewczyno jak my to wszystko zjemy. Skąd ty masz takie pomysły, żeby zamawiać 2 pizze o średnicy 90 cm? Czy ty myślisz, ze ja zjem taka wielką pizze?
- No dobra ….. masz racje. Może troszkę przesadziłam, ale wiem jak to załatwić. Zaraz wrócę.
Wybiegłam z mieszkania i skierowałam się w stronę schodów zbiegłam 3 piętra niżej i zapukałam do mieszkania. Drzwi otworzył mi Louis.
- Hej Rose, świetnie wyglądasz. Co cię do nas sprowadza?
Nie zważając na jego słowa wbiegłam od salonu i zaczęłam się drzeć.
- UWAGA, KTO CHCĘ DARMOWĄ PIZZE SZYBKO ZJAWIA SIĘ Z SALONIE. LICZĘ DO 10. 10..9 …8 …7…..
Pierwszy zjawił się Niall, następnie przybiegli Harry, Louis i  Liam.
- Gdzie jest Zayn?
- Poczekaj, pewni układa włosy. – Powiedział Niall – Nie czekajmy na niego, tylko chodźmy na ta pizze.
Podałam im numer mieszkania, a oni szybko pobiegli. Ja zostałam w mieszkaniu i czekałam na Zayna.
- Zayn długo jeszcze?
- Już idę, coś ty taka nerwowa?
- Może, dlatego, ze czekam już pół godziny.
Nagle On wszedł do salonu. Nie miał na sobie koszulki. Boże jak on wyglądał…… tak sexy. Stop! Jednak nie mogłam się powstrzymać i cały czas patrzyłam się na jego klatę.
- Rose, żyjesz?
- Tak, Zayn. Chodźmy już.
I ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania. Otwieramy drzwi. Boże co oni zrobili z moim mieszkaniem? Wyglądało to mniej więcej tak: Harry, Sam i Louis bili się na podłodze. Niall oglądał jakąś brazylijską telenowele, jadł popcorn i co chwile krzyczał „ Nie, wybierz tego drugiego! On Cię zdradza! Nie ufaj mu.” A biedny Liam siedział skulony w kłońcie i trząsł się ze strachu patrząc na zachowanie chłopaków. Gdy tylko mnie zobaczył podbiegł do mnie i powiedział.
- Rose! Ja przepraszam, próbowałem nad nimi zapanować, ale oni są jak zwierzęta. Lepiej było nas nie zapraszać.
- Oj Liam! Bez przesady. Zaraz z nimi coś zrobimy.
Wskoczyłam na krzesło i zaczęłam krzyczeć:
- UWAGA! JEŚLI W TEJ CHWILI SIĘ NIE USPOKOJICIE TO PRZYSIĘGAM, ZE NIGDY WIĘCEJ WAS NIE ZAPROSZE I SIĘ DO WAS NIE ODEZWĘ!
Reakcja była natychmiastowa. Ucichli, i choć ich o to nie prosiłam zaczęli sprzątać. Po ok. 30 minutach doprowadzili moje mieszkanie do porządku.
-No chłopcy i Sam! Jestem z was dumna. Dziękuję.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę, a potem chłopcy zaczęli się zbierać. Gdy wyszli była już 18:00. Przypomniało mi się, ze Zayn będzie po mnie o 19:00. Zaczęłam się ubierać. Wybrałam sobie zielone rurki, białą koszulkę, i czarny sweterek, Na nogi założyłam czarne Conversy, a włosy wyprostowałam. Zrobiłam lekki makijaż i byłam gotowa. Właśnie zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam i stal w nim Zayn. Był ubrany w ciemne jeansy, T-shirt i bejsbolówkę. Wyglądał zwyczajnie, ale z drugiej strony tak, że miękły mi kolana.
- Hej Rose, świetnie wyglądasz.
- Hej, nie przesadzaj.
- Ja nie przesadzam, ale ty zawsze wyglądasz łądnie.
- Ooo Zayn, ale z ciebie lizus.
No i wyszliśmy. Na parkingu weszliśmy do jego auta. I pojechaliśmy.
- A tak w ogóle to gdzie mnie zabierasz?
- Niespodzianka!
No nic pozostaje mi siedzieć i czekać.


 _____________________________________________________
I jak wam się podoba? Mi nie za bardzo :( / malikowa

sobota, 17 listopada 2012

Rozdział 3 :*



Nasze obrady trwały nadal. Nie mogliśmy się zdecydować.
- Zagrajmy w butelkę! – Powiedział Harry
- Taak! Świetny pomysł Harry! – Krzyknęli pozostali
- Mhm no pewnie 5 chłopaków i ja, jako jedyna dziewczyna i mamy grac w butelkę tak?
- Noo.. A ty, co myślałaś? – Powiedział Niall.
- Ej no, ale to nie fair, bo będę musiała brać udział w każdym zadaniu. Domagam się większej ilości dziewczyn!
- No to dzwoń do jakiejś przyjaciółki i niech wbija
- Ok. Już dzwonie.
* Rozmowa telefoniczna*
R: Hej Sami
S: Hej Rose, Co tam?
R: A wiesz jest sprawa, musisz przyjść do mnie za 5 minut, a raczej do budynku, w którym mieszkam, bo jestem teraz u kolegów i brakuje dziewczyn do gry w butelkę i może jesteś chętna?
S: No, a ładni ci „koledzy”?
R: No nie powiem niezłe dupcie.
S: Ok. to podaj nr Mieszkania i będę z 3 minutki.
R: Piętro 7 mieszkanie 69
S: Dobra ja lecę narka
*Koniec*
Cała Sam. Za przystojniakami pobiegnie na koniec świata. Podeszłam do chłopaków.
- O kim to tak mówiłaś, z eto dobre dupcie? – Zapytał Zayn – Czyżby o nas?
- Haha, nie chodziło mi o cos innego. W każdym razie moja przyjaciółka zaraz tu będzie.
- A ładna jest? – Zapytał Harry – No wiesz, tak tylko pytam. Ale ty też jesteś ładna, tylko ty jesteś Zayna, no, więc tak pomyślałem…..
Nie dokończyło, bo Zayn trzepnął go w głowę. Razem z chłopakami zaczęliśmy się nabijać z Zayna, który lekko się zawstydził. Nasze śmiechy przerwał dzwonek do drzwi.
- O to pewnie Sam, pójdę otworzyć.
- Ekhem! Dlaczego masz zamiar otwierać drzwi gościom w naszym domu? Siadaj, a ja otworze. – Powiedział Harry
No, więc poszłam na kanapę, na której nie było już miejsca. Nagle ktoś podstawił mi nogę i spadłam na kolana Zayna.
- Oh Rose, rozsiądź się wygodnie. – Powiedział mi Zayn i poprawił mnie, aby było mi wygodni. Rękami złapał mnie w talii.
To dziwne, ale nie miałam ochoty wstawać. Czułam się tak.. Bezpiecznie. No nieważne dziwna sytuacja. Do salonu weszła właśnie Sam z Harrym, oboje byli, w swietnych humorach. Podejrzane, nieprawdzarz? Dziewczyna przedstawiła się chłopakom i przywitała się ze mna z miną typu „WTF” No tak siedziałm przecież na kolanach Zayna.
- Hej Rose … Czy ja o czymś nie wiem?
- Hej Sam J
- To co gramy? – Zapytał zniecierpliwiony Harry
- Ok. – powiedzieliśmy zgodnie
Grę zaczął Harry. Pech chciał, ze wypadło na mnie.
- O proszę Rose. Nie spodziewałaś się tego, prawda? – mówił z szyderczym uśmieszkiem – No więc ty i Zayn szafa 7 minut plus do końca wieczora zachowujecie się jakbyście byli parą.
- Oh Harry, nie ma sprawy. Zayn kotku chodź się pomiziamy.
Chłopak popatrzył się na mnie z zalotnym uśmieszkiem i poszliśmy do jakiegoś pokoju, w którym zamknął nas Harry.
- Rose, skoro mamy zamiar udawać parę to może się trochę poznamy?
- Mhm dobry pomysł.
I tak nasz czas spędziliśmy poznając się. Jednak on dalej nie powiedział mi, ze jest w zespole. Musiałam się go o to zapytać.
- Zayn, czy ja mogę się o cos zapytać?
- Tak jasne dawaj.
- No, bo oglądałam dzisiaj MTV i zobaczyłam Cię i odkryłam, ze jesteś w zespole One Direction. Dlaczego nie chciałeś się przyznać?
- Wiesz Rose, chodzi mi o to, żebyś polubiła mnie za to jaki jestem , a nie za to , ze jestem gwiazdą.
- Ej Malik, na początku nie wiedziałam, z jesteś gwiazdą a już Cię pokochałam….. Yyyy tzn. polubiłam – powiedziałam i zrobiłam się czerwona – No wiesz ja nie jestem jakimś plastikiem, który leci na sławe.
- Wiem, ale po prostu miałem już tak wiele takich historii, ze nie chciałem ryzykować. Ale ty jesteś spoko.
No i nagle drzwi sie otworzyły. Wzięłam Zayna za rękę i zaprowadziłam do salonu, usiadłam mu na kolanach i graliśmy dalej. Potem zakręciłam ja i wypadło na, Nialla, który dostał za zadanie zbiec nago na ulice i powrotem. PO długich kłótniach doszłam do wniosku, ze może isc w bokserkach, żeby mu ptak nie zamarzł. Mielismy z niego niezły ubaw.Tak włąśnie minęła nam reszta wieczoru. Ok. godz. 3 w nocy zaczęłyśmy się zbierać. Sam poszła dziś do mnie spać. Wymieniłyśmy się z chłopakami numerami i poszłyśmy do mnie do mieszkania odpocząć po tym zawariowanym dniu.

________________________________________________________________________

I jak wam się podoba? / malikowa

sobota, 10 listopada 2012

Rozdział 2



Po powrocie z windy, poszłam do swojego apartamentu  Okazało się, ze jest już 16: 00, co oznacza, ze siedzieliśmy w windzie ok 4,5 godziny. Za 2 godziny ma przyjść po mnie Zayn,  żebyśmy poszli do niego poznać jego kumpli. Stwierdziłam, że zacznę się zbierać ok 17: 30, więc włączyłam sobie MTV. Patrzę a tam jakiś zespół..chyba One Direction no to oglądam, bo wszyscy mówią,  że są fajni. Nagle doznałam szoku! Przecież to Zayn! Wiedziałam, że gościa kojarzę. No to proszę utknęłam w windzie z nastoletnią gwiazdą pop. Ciekawe, dlaczego się nie przyznał? W sumie ja też bym się nie przyznała, bo nie chciałbym żeby ktoś mnie lubił za sławę. No nic. Bardzo zainteresował mnie ten zespół , więc stwierdziłam  ze poszperam w necie na ich temat. Przy okazji dowiedziałam się wszystkiego o Zaynie i o jego kumplach z zespołu. Może to z nimi właśnie mieszka. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. No tak zapomniałam! Już 18:00. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Zayna, był ubrany w czarne rurki, biały T-shirt i granatową bejsbolówkę.
- Cześć Zayn! - Powiedziałam lekko speszona - Wejdź na chwile. Zagapiłam się i nie jestem gotowa!
- Cześć, nic nie szkodzi i tak wyglądasz fajnie.
- Ty mi tu juz nie słódź tylko siadaj, a ja zaraz wrócę.
Szybko pobiegłam do sypialni się przebrać. Wybrałam fioletowe rurki, białą koszule w szare paski i czarną marynarkę. Do tego założyłam szare Conversy. Zrobiłam leki makijaż, przeczesałam włosy i już jestem gotowa. Wow zajęło mi to 15 minut. Nie jest źle. Szybko pobiegłam do Zayna, który siedział na kanapie i szperał w moim laptopie.
- ekhem!- Chrząknęłam - Jestem gotowa. Co ty robisz z moim laptopem?
- Yyyy nic chciałem tylko sprawdzić Facebooka i Twittera. Ok to, co zbieramy sie?
- Tak jasne chodźmy.
Wyszliśmy z mojego mieszkania. Zayn powiedział, ze mieszka na 7 piętrze, czyli 3 piętra niżej ode mnie.
- To, co Rose, jedziemy windą?
Obydwoje wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem.
- Nie dzięki, mam juz dość windy jak na jeden dzień:)
No więc postanowiliśmy iść schodami. Znaleźliśmy się już na 7 piętrze. Weszliśmy do mieszkania. Było ogromne! Chyba z 5 razy większe do mojego, a trzeba przyznać, ze moje mieszkanko jest dość spore. no, ale nieważne. Panował tam wielki chaos! Chłopaki toczyli jakąś bitwę.
- Chłopaki!!! - Wrzasną Zayn, na co oni przerwali walkę - To jest Rose. Moja znajoma z widy
Chłopcy od razu zerwali się na równe nogi i podbiegli w moja stronę.
- Witaj przyszła żono, Jestem Harry - powiedział  chłopak z szarmanckim uśmiechem
- Phi Harry ona będzie moją żoną, przecież ubrała paski :) Witam jestem Louis
- Cześć jestem Liam i przepraszam za moich kolegów
- nie ma sprawy - powiedziałam
Ostatni był blondyn, który przyglądał mi się bardzo uważnie.
- Hej :) Jestem Niall. Słyszałem, ze jesteś dobra w jedzeniu na czasu. Zobaczymy czy lepsza ode mnie
- Czy to jest wyzwanie?
- No oczywiście, w końcu jestem królem żarcia.
O mało, co nie pękłam ze śmiechu. Król żarcia,  haha dobre.
- No chłopcy, ale zrobiliśmy wrażenie na Rose. Pewni więcej tu nie przyjdzie.- Powiedział Zayn
- Nie no, co ty nie bulwersuj się Zayn. Cisze się, ze będę miała fajne towarzystwo, a nie jakieś gbury.
Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać. Oczywiście nie odbyło się bez przeprowadzenia ze mną wywiadu. Pierwszym pytaniem, jakie zadali było czy ma chłopaka. jak odpowiedziałam, że nie to zaczęli cieszyć  mordy jak mało, kto.
- Dobra - powiedział Niall- Pogaduchy pogaduchami, a ktoś mi obiecał bitwę  musimy rozstrzygnąć walkę o tytuł króla żarcia. To, co Rose jesteś gotowa?
- Zawsze  i wszędzie - powiedziałam
- Ej a może my też chcemy wziąć udział w bitwie - powiedzieli pozostali
- Ok spoko a więc zgromadźmy jedzenie i zaczynamy.
Nigdy w życiu nie widziałam tyle jedzenia. Boże widać, ze chłopcy maja dużo zapasów.Nie będę wymieniać ile tego było, ale w sumie zgromadziliśmy 6 stołów jedzenia. Każdy miał swój. Do startu, gotowi start. Zabraliśmy się do jedzenia. jadłam wszystko co wpadło mi do ręki. Tak ja pozostali. Pierwszy odpadł Harry, który po zjedzeniu 1/3 wszystkich rzeczy poddał się. Zaraz po nim odpadł Liam, Louis i Zayn. Zostaliśmy we dwoje. Ja  i Niall. Chłopcy mi kibicowali. Został mi tylko jeden baton i 2 żelki, a Niallowi paczka chipsów i kanapka z Nutellą. Dałam z siebie wszystko i WYGRAŁAM!!!
Zaczęłam piszczeć i skakać tak wysoko na ile to było możliwe z pełnym brzuchem. Chłopcy rzucili sie na mnie i zaczęliśmy obściskiwać i całować
Po bitwie, poszliśmy do Salonu gdzie obmyślaliśmy dalszy plan działania.

____________________________________________________________________
I jak wam się podoba / malikowa