Obudziłam się o 11: 00,
Zayn jeszcze spał. Nie chciałam go budzić, ale wyglądał tak słodko, że musiałam
dać u całusa. Nachyliłam się nad nim i pocałowałam go. Poczułam, ze jego ręce
obejmują mnie w tali, a jego usta układają się w uśmiech. Czyli jednak nie
spał.
- Dzień dobry słońce. –
Powiedziałam – Wyspałeś się?
- Przy tobie zawsze się
wysypiam.
- Oj jak słodko. Wiesz,
że spałeś u mnie pierwszy raz?
- No tak, ale na pewno
zawsze będzie tak cudownie.
- Dobra, nie przymilaj
się tak, bo i tak nie zrobię ci śniadania.
- Ej no weź. –
Powiedział z zrobił oczy jak kot ze shreka – Swojemu wspaniałemu chłopakowi
śniadanka nie zrobisz?
- No dobra. –
Powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Poszłam do kuchni robić
śniadanie. Stwierdziłam, że zrobię omlety. Tylko, jakie na słodko, na słono? I
takie i takie. Wspominałam wam, że moja kuchnia wygląda trochę jak tak w restauracji?
Jest w niej wszystko podwójnie. No w sensie 2 kuchenki, 2 piekarniki,
dwudrzwiowa lodówka, wielka zamrażalka itp. To, dlatego, że jak ja cos gotuje
to hurtowo. Wyjęłam wszystkie składniki i rozpoczęłam gotowanie. Zrobiłam
omlety z brokułami, z bekonem, z kawałkami kurczak na ostro, ze świeżymi owocami,
z kawałkami czekolady i takie zwykłe do posypania cukrem lub posmarowania nutelą.
- Zayn! Śniadanie!
Zjawił się na dole
momentalnie. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść.
- Jej to jest wspaniałe.
Ty powinnaś zostać kucharką. Gdyby Niall się dowiedział, że jem teraz takie
pyszne omlety, podczas gdy on je ciastka to zaraz by tu przyleciał.
- To może zaproszę ich
na śniadanie?
- No, ale oni nam
wszystko zjedzą.
- Ej, zrobiłam ich tak
dużo, że pół bloku bym wykarmiła.
- No to już po nich
dzwonie.
Zayn zadzwonił do
chłopaków i wrócił do stołu.
- I co?
- Zaraz tu przyjdą, ale
dając życie Niall, już zdążył wybiec, więc będzie tu za 3,2,1.
W tym momencie do
mieszkania wpadł Niall, a za nim powoli wchodziła cała reszta chłopców z Sam,
która nocował u Harrego. Wszyscy rzucili się na stół i zjedli wszystkie omlety.
Co chwila słyszałam jak ktoś mówi „jej, jakie dobre” albo „ to jest przepyszne”.
Po śniadaniu wszyscy poszli do salonu. Chciałam
iść do nich, ale uniemożliwił mi to dzwoniący telefon.
*le rozmowa*
R: Halo?
B: Hej tu Beth, mama
Lily.
R: Cześć Beth! Co tam?
B: Dzwonie, bo Lily nie
daje mi spokoju. Ciągle pyta, czy może się z wami spotkać. I gada w kółko o
Zaynie.
R: Wiesz, my jutro
wyjeżdżamy, ale może uda nam się dziś znaleźć chwilkę czasu. Poczekaj porozmawiam
z Zaynem i reszta i oddzwonie do ciebie.
B: Dobra, to ja czekam.
Pa
R: Pa.
*le koniec rozmowy*
Poszłam do salonu,
powiedzieć chłopakom o pomyśle, na jaki wpadłam.
- Chłopcy! Mam taki
pomysł.
Zaczęłam im opowiadać o
moim planie. Na początku misia lam powiedzieć, kto to Lily i Beth i pokazałam
im nasze zdjęcia z parku rozrywki. Gdy już im to objaśniłam, to kontynuowałam
dalej moje wywody.
- No, więc dzisiaj
zadzwoniła do mnie Beth i powiedział, ze Lily chce się spotkać ze mną i Zaynem,
ale myślę, że byłoby jej miło gdyby poznała całe one direction. Jednak jest to
nie możliwe, bo jutro wyjeżdżamy. Ale jeśli się zgodzicie to może zabierzemy je
ze sobą. Wiecie, Beth jest w naszym wieku, a Lily jest uroczą dziewczynką.
Jeśli oczywiście nie macie nic przeciwko, to może im to zaproponuje? Oczywiście
ja zapłacę za ich biletu, nie chcę obciążać was kosztami.
- Rose! To jest świetny
pomysł! – Powiedział Louis – A ile ta Beth ma lat?
- 21, a co ładna nie?
- No niezła. A wy
chłopcy, co myślicie?
- Myślę, ze to dobry
pomysł – Powiedział Niall.
Reszta chłopców i Sam
przyznali mi racje. Oczywiście uparli się też, że oni sami zapłacą. No, więc
szczęśliwa zadzwoniłam do Beth.
*le kolejna rozmowa*
R: Cześć Beth. Mam dla
ciebie wspaniałą wiadomość.
B: Tak? Co się stało?
R: Jedziecie z nami na Hawaje.
Ty i Lily. Wszystko już załatwione! Bądźcie jutro na lotnisku o 12:00.
B: To świetnie, ale ja
nie mam pieniędzy, żeby za to zapłacić.
R: Nie martw się, jest już
zapłacone i nie masz nic do powiedzenie.
B: Aha, czyli zawsze
zapraszacie nieznajome dziewczyny i ich córki na Hawaje?
R: No mniej więcej. Weź
będzie fajnie.
B: No dobra. Teraz kończę,
bo muszę nas spakować. A na ile tam jedziemy?
R: 2 tygodnie.
B: Jej to będzie dużo
pakowania.
R: Oj tam. Dasz rade.
B: No mam nadzieje.
Dobra pa i jeszcze raz dziękujemy.
R: Nie ma, za co. Pa i pozdrów
Lily.
*Le koniec rozmowy*
- I co? – Zapytał Louis –
Zgodziła się?
- Tak. – Powiedziałam
- Super! – Krzyknął –
Chłopaki Beth i Lily jadą z nami na Hawaje.
Coś mi się zdaje, że
Louisowi podoba się nasz nowa znajoma. No cóż, wszystko okaże się na wyjeździe.
Każdy postanowił się
pakować, więc porozchodziliśmy się po swoich domach. Czeka mnie jeszcze dużo
roboty.
*1, 5 godz. Później*
Jednak pakowanie nie
zajęło mi zbyt dużo czasu. Ciekawe jak poszło innym. Postanowiła iść do chłopaków
i sprawdzić jak im idzie.
Stanęłam pod ich drzwiami i zaczęłam pukać, jednak tak jak się spodziewałam nikt mi nie otworzył. Sama weszłam do środka i zastałam tam „wspaniały” widok. Harry, który był w samych bokserkach „ujeżdżał” swoja walizkę, która nie mogła się zamknąć, Niall wpychał paczki chipsów do swojej walizki, jednak nie było już w niej miejsca, Zayn biegał po całym mieszkaniu krzycząc „ Gdzie są moje lusterka, a gdzie Zayn do włosów?”, Louis obklejał się ciuchami, bo jak sam mówił zawiezie wszystko na sobie, bo całą walizkę napakował marchewkami Liam siedział spakowany przed telewizorem i obserwował zmagania chłopców.
Stanęłam pod ich drzwiami i zaczęłam pukać, jednak tak jak się spodziewałam nikt mi nie otworzył. Sama weszłam do środka i zastałam tam „wspaniały” widok. Harry, który był w samych bokserkach „ujeżdżał” swoja walizkę, która nie mogła się zamknąć, Niall wpychał paczki chipsów do swojej walizki, jednak nie było już w niej miejsca, Zayn biegał po całym mieszkaniu krzycząc „ Gdzie są moje lusterka, a gdzie Zayn do włosów?”, Louis obklejał się ciuchami, bo jak sam mówił zawiezie wszystko na sobie, bo całą walizkę napakował marchewkami Liam siedział spakowany przed telewizorem i obserwował zmagania chłopców.
- EJ CHŁOPAKI! – Krzyknęłam
– OGARNIJCIE ISĘ NA CHWILE I ZACZNIEJCIE NORMALNIE FUNKCJONOWAĆ! KAŻDY Z WAS
IDZE DO SIEBIE DO POKOJU I SIĘ PAKUJE, A JA ZARAZ PRZYJDE WAM POMÓC.
Wszyscy rozbiegli się po
pokojach. No nie ma, co obiecałam, że im pomogę to idę. Poszłam do ich pokoi i
zaczęłam im pomagać. Po 4 godzinach wszyscy byli spakowani i gotowi. Popatrzyłam
na zegarek – północ! Jak ten czas szybko leci. No nic, pożegnałam się z
chłopakami i poszłam spać. W końcu jutro wielki dzień.
____________________________________________________________
I jak wam sie podoba? Jest trochę dłuższy niż zwykle, ale co tam :)
Super :)
OdpowiedzUsuń