piątek, 28 grudnia 2012

Rozdział 10 :*


Obudziłam się o 11: 00, Zayn jeszcze spał. Nie chciałam go budzić, ale wyglądał tak słodko, że musiałam dać u całusa. Nachyliłam się nad nim i pocałowałam go. Poczułam, ze jego ręce obejmują mnie w tali, a jego usta układają się w uśmiech. Czyli jednak nie spał.
- Dzień dobry słońce. – Powiedziałam – Wyspałeś się?
- Przy tobie zawsze się wysypiam.
- Oj jak słodko. Wiesz, że spałeś u mnie pierwszy raz?
- No tak, ale na pewno zawsze będzie tak cudownie.
- Dobra, nie przymilaj się tak, bo i tak nie zrobię ci śniadania.
- Ej no weź. – Powiedział z zrobił oczy jak kot ze shreka – Swojemu wspaniałemu chłopakowi śniadanka nie zrobisz?
- No dobra. – Powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Poszłam do kuchni robić śniadanie. Stwierdziłam, że zrobię omlety. Tylko, jakie na słodko, na słono? I takie i takie. Wspominałam wam, że moja kuchnia wygląda trochę jak tak w restauracji? Jest w niej wszystko podwójnie. No w sensie 2 kuchenki, 2 piekarniki, dwudrzwiowa lodówka, wielka zamrażalka itp. To, dlatego, że jak ja cos gotuje to hurtowo. Wyjęłam wszystkie składniki i rozpoczęłam gotowanie. Zrobiłam omlety z brokułami, z bekonem, z kawałkami kurczak na ostro, ze świeżymi owocami, z kawałkami czekolady i takie zwykłe do posypania cukrem lub posmarowania nutelą.
- Zayn! Śniadanie!
Zjawił się na dole momentalnie. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść.
- Jej to jest wspaniałe. Ty powinnaś zostać kucharką. Gdyby Niall się dowiedział, że jem teraz takie pyszne omlety, podczas gdy on je ciastka to zaraz by tu przyleciał.
- To może zaproszę ich na śniadanie?
- No, ale oni nam wszystko zjedzą.
- Ej, zrobiłam ich tak dużo, że pół bloku bym wykarmiła.
- No to już po nich dzwonie.
Zayn zadzwonił do chłopaków i wrócił do stołu.
- I co?
- Zaraz tu przyjdą, ale dając życie Niall, już zdążył wybiec, więc będzie tu za 3,2,1.
W tym momencie do mieszkania wpadł Niall, a za nim powoli wchodziła cała reszta chłopców z Sam, która nocował u Harrego. Wszyscy rzucili się na stół i zjedli wszystkie omlety. Co chwila słyszałam jak ktoś mówi „jej, jakie dobre” albo „ to jest przepyszne”.
Po  śniadaniu wszyscy poszli do salonu. Chciałam iść do nich, ale uniemożliwił mi to dzwoniący telefon.
*le rozmowa*
R: Halo?
B: Hej tu Beth, mama Lily.
R: Cześć Beth! Co tam?
B: Dzwonie, bo Lily nie daje mi spokoju. Ciągle pyta, czy może się z wami spotkać. I gada w kółko o Zaynie.
R: Wiesz, my jutro wyjeżdżamy, ale może uda nam się dziś znaleźć chwilkę czasu. Poczekaj porozmawiam z Zaynem i reszta i oddzwonie do ciebie.
B: Dobra, to ja czekam. Pa
R: Pa.
*le koniec rozmowy*
Poszłam do salonu, powiedzieć chłopakom o pomyśle, na jaki wpadłam.
- Chłopcy! Mam taki pomysł.
Zaczęłam im opowiadać o moim planie. Na początku misia lam powiedzieć, kto to Lily i Beth i pokazałam im nasze zdjęcia z parku rozrywki. Gdy już im to objaśniłam, to kontynuowałam dalej moje wywody.
- No, więc dzisiaj zadzwoniła do mnie Beth i powiedział, ze Lily chce się spotkać ze mną i Zaynem, ale myślę, że byłoby jej miło gdyby poznała całe one direction. Jednak jest to nie możliwe, bo jutro wyjeżdżamy. Ale jeśli się zgodzicie to może zabierzemy je ze sobą. Wiecie, Beth jest w naszym wieku, a Lily jest uroczą dziewczynką. Jeśli oczywiście nie macie nic przeciwko, to może im to zaproponuje? Oczywiście ja zapłacę za ich biletu, nie chcę obciążać was kosztami.
- Rose! To jest świetny pomysł! – Powiedział Louis – A ile ta Beth ma lat?
- 21, a co ładna nie?
- No niezła. A wy chłopcy, co myślicie?
- Myślę, ze to dobry pomysł – Powiedział Niall.
Reszta chłopców i Sam przyznali mi racje. Oczywiście uparli się też, że oni sami zapłacą. No, więc szczęśliwa zadzwoniłam do Beth.
*le kolejna rozmowa*
R: Cześć Beth. Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość.
B: Tak? Co się stało?
R: Jedziecie z nami na Hawaje. Ty i Lily. Wszystko już załatwione! Bądźcie jutro na lotnisku o 12:00.
B: To świetnie, ale ja nie mam pieniędzy, żeby za to zapłacić.
R: Nie martw się, jest już zapłacone i nie masz nic do powiedzenie.
B: Aha, czyli zawsze zapraszacie nieznajome dziewczyny i ich córki na Hawaje?
R: No mniej więcej. Weź będzie fajnie.
B: No dobra. Teraz kończę, bo muszę nas spakować. A na ile tam jedziemy?
R: 2 tygodnie.
B: Jej to będzie dużo pakowania.
R: Oj tam. Dasz rade.
B: No mam nadzieje. Dobra pa i jeszcze raz dziękujemy.
R: Nie ma, za co. Pa i pozdrów Lily.
*Le koniec rozmowy*
- I co? – Zapytał Louis – Zgodziła się?
- Tak. – Powiedziałam
- Super! – Krzyknął – Chłopaki Beth i Lily jadą z nami na Hawaje.
Coś mi się zdaje, że Louisowi podoba się nasz nowa znajoma. No cóż, wszystko okaże się na wyjeździe.
Każdy postanowił się pakować, więc porozchodziliśmy się po swoich domach. Czeka mnie jeszcze dużo roboty.
*1, 5 godz. Później*
Jednak pakowanie nie zajęło mi zbyt dużo czasu. Ciekawe jak poszło innym. Postanowiła iść do chłopaków i sprawdzić jak im idzie.
Stanęłam pod ich drzwiami i zaczęłam pukać, jednak tak jak się spodziewałam nikt mi nie otworzył. Sama weszłam do środka i zastałam tam „wspaniały” widok. Harry, który był w samych bokserkach „ujeżdżał” swoja walizkę, która nie mogła się zamknąć, Niall wpychał paczki chipsów do swojej walizki, jednak nie było już w niej miejsca, Zayn biegał po całym mieszkaniu krzycząc „ Gdzie są moje lusterka, a gdzie Zayn do włosów?”, Louis obklejał się ciuchami, bo jak sam mówił zawiezie wszystko na sobie, bo całą walizkę napakował marchewkami Liam siedział spakowany przed telewizorem i obserwował zmagania chłopców.
- EJ CHŁOPAKI! – Krzyknęłam – OGARNIJCIE ISĘ NA CHWILE I ZACZNIEJCIE NORMALNIE FUNKCJONOWAĆ! KAŻDY Z WAS IDZE DO SIEBIE DO POKOJU I SIĘ PAKUJE, A JA ZARAZ PRZYJDE WAM POMÓC.        
Wszyscy rozbiegli się po pokojach. No nie ma, co obiecałam, że im pomogę to idę. Poszłam do ich pokoi i zaczęłam im pomagać. Po 4 godzinach wszyscy byli spakowani i gotowi. Popatrzyłam na zegarek – północ! Jak ten czas szybko leci. No nic, pożegnałam się z chłopakami i poszłam spać. W końcu jutro wielki dzień.

____________________________________________________________
I jak wam sie podoba? Jest trochę dłuższy niż zwykle, ale co tam :) 

1 komentarz: